środa, 3 maja 2017

Skazani na NFZ?



Czy naprawdę jesteśmy skazani na NFZ?
Wyobraźmy sobie, że jakiś „zbawca narodu”, po to aby nam wszystkim ułatwić życie, wymyślił instytucję, którą nazwałby „Narodowy Fundusz Zakupowy” -  w skrócie NFZ. Działalność tej instytucji polegała by na tym, że od każdego pracującego, pobierana była by składka zakupowa obliczona w ten sposób, że specjaliści oszacowaliby mniej więcej ile różnych dóbr potrzeba obywatelom, następnie określiliby wartość tych dóbr w złotówkach, wyszłaby z tego jakaś liczba, którą rozdzieliłoby się na obywateli i wszyscy, proporcjonalnie od wysokości swoich zarobków gromadzilibyśmy tę sumę każdego roku. Następnie sklepy i inne placówki handlowe ubiegałyby się o kontrakt z „Narodowym Funduszem Zakupowym”, który polegałby na tym, że placówka otrzymywałaby limit klientów i limit towarów, które byłyby sfinansowane przez Fundusz. Klienci otrzymaliby w stosownym czasie informację, które to placówki handlowe w tym roku uzyskały kontrakty z „Narodowym Funduszem Zakupowym” i już moglibyśmy się zgłaszać to tych placówek po potrzebne mam dobra, które otrzymywalibyśmy ZA DARMO. Oczywiście aby zachować jakiś porządek i kolejność trzeba by było wprowadzić zapisy (rejestracje) klientów, wyznaczając im termin odbioru potrzebnych im dóbr.
Część wydzielonych placówek, aby nam jeszcze bardziej ułatwić życie, ubiegała by się o status „sklepów rodzinnych”.  W ramach tego statusu praktyka „sklepikarza rodzinnego”, otrzymywałaby wyliczone przez NFZ sumy pieniędzy, które przeznaczane by były teoretycznie na zaspokajanie naszych najbardziej pilnych i bieżących potrzeb, jednak w ilości i jakości towarów, o których decydowaliby wyłącznie „rodzinni sklepikarze”. Trzeba dodać, że  „sklepikarze rodzinni” dostaliby pieniądze z „Narodowego Funduszu Zakupowego” z góry na głowę każdego klienta, który się zapisze do ich placówki i taki zapisany w jednym sklepie niemiałby prawa pójść do innego i być tam obsługiwanym. Pieniądze przeznaczane by były po uważaniu przez „sklepikarzy rodzinnych” albo na zakup towarów potrzebnych klientom i na utrzymanie sklepu lub na osobiste potrzeby sklepikarza, takie jak np. : budowa domu, zakup samochodu, wczasy, kształcenie dzieci itp. Pytanie - na co byłyby przeznaczane pozyskane z NFZ pieniądze pierwszej kolejności? Który z właścicieli tych placówek lepiej by się miał - ten, który więcej rozdawałby klientom w postaci towarów i usług, czy ten który tych towarów rozdałby mniej i więcej pieniędzy pozostawił sobie?
Jak Państwu spodobałby się taki system zakupów? Wyobraźmy sobie też ilu urzędników należałoby zatrudnić do obsługi „Narodowego Funduszu Zakupowego”, ile gmachów wybudować i wyposażyć we wszystkie urzędnicze atrybuty i akcesoria, ile i jakie instytucje kontrolne powołać? Potrzebny byłoby niechybnie także jakieś ministerstwo do spraw zakupów. Jaki więc procent z naszych podatków, przeznaczonych przecież na zakupy, trzeba by de facto przeznaczyć na utrzymanie tej armii urzędników ich gmachów i samochodów? Teraz wyobraźmy sobie jak długie byłyby kolejki po najbardziej atrakcyjne towary? Jakiej jakości byłyby to towary jeśli o ich wyborze i cenie decydowaliby wyłącznie urzędnicy? Jak by byli traktowani klienci przez personel takich darmowych sklepów... itd...? Czy rzeczywiście ten system zakupów, w którym wszystko jest ZA DARMO by nas uszczęśliwił? Co pomyślelibyśmy o tym „geniuszu”, który by to wszystko wymyślił i chciał wprowadzić w życie?
Zakładam, że Państwo w żadnym razie nie wyrazilibyście zgody na tak zorganizowane zakupy uznając, i słusznie, że taki system to czysta głupota! Więc pytam dlaczego my wszyscy od wielu lat godzimy się, aby nas upokarzać przez utrzymywanie, zorganizowanego według identycznego jak wyżej pomysłu, systemu tzw. „darmowej ochrony zdrowia”. Gromadzimy z naszych składek co roku gigantyczne pieniądze, powierzamy je w całości do dyspozycji urzędnikom, którzy w pierwszej kolejności wypłacają sobie pensje a to co pozostanie rozdzielają po uważaniu a to na to, a to na tamto. I mamy efekty, wielomiesięczne, ba wieloletnie kolejki do specjalistów i do szpitali, nie wykorzystane, kosztujące krocie specjalistyczne urządzenia medyczne, zmęczonych lekarzy, opryskliwy personel medyczny, traktujący pacjentów jak intruzów itd., itp.
Ktoś powie, że tych rzeczy jak handel i służba zdrowia nie powinno się porównywać, że zdrowie obywateli, to wartość nadrzędna, o którą państwo powinno zadbać w pierwszej kolejności, więc każdy obywatel ma prawo do „darmowej służby zdrowia”, bo tak jest zapisane w Konstytucji. Czy rzeczywiście tak powinno być, że nasze zdrowie mamy powierzać urzędnikom i utrzymywanym przez biurokratyczną machinę tzw. „pracownikom służby zdrowia”? Ja twierdzę, że zdrowie każdego z nas powinno być naszą prywatna sprawą, że każdy powinien przyjąć osobistą odpowiedzialność za swoje zdrowie, że lekarza powinniśmy traktować jak usługodawcę, który „żyje” z naszych chorób jak nieprzymierzając szewc z naszych popsutych butów. My zaś, jeśli jesteśmy chorzy powinniśmy się poczuć jak usługobiorcy, którzy zgłaszają się po usługę do specjalisty i za którą to usługę winniśmy zapłacić adekwatnie do wartości tej usługi. Jako usługobiorcy powinniśmy żądać najwyższej staranności, uwagi i szacunku, bo jeśli  nie, to nici z usługi, bo pójdziemy do kogoś innego, kto lepiej zaspokoi nasze potrzeby. Gdzież tu miejsce dla urzędnika? Po co nam urzędnik stojący pomiędzy nami - usługobiorcami i lekarzami – usługodawcami? Dlaczego mamy go utrzymywać?
Tak! Proponuję system wolnorynkowy w dziedzinie usług medycznych i jestem pewien, że się sprawdzi tak samo dobrze jak w dziedzinie handlu zieloną pietruszką. Potrzebujesz zielonej pietruszki – idziesz w zależności od chęci lub potrzeb na bazar, do osiedlowego sklepiku lub supermarketu, płacisz i masz. Tak samo ze zdrowiem – źle się czujesz idziesz do lekarza, który ma gabinet za rogiem lub zgłaszasz się do szpitala, po otrzymaniu usługi medycznej - płacisz rachunek.
Już słyszę protesty, że taki system spowoduje, że usługi medyczne będą tylko dla najbogatszych, że zabraknie przychodni i szpitali, że to nie może się udać! Więc pytam, dlaczego się to udało z aptekami, ze stomatologami z weterynarzami? Właściciele psów i innych zwierząt doskonale wiedzą o czym mówię. Jeśli pies zachoruje jest od ręki przyjmowany w dowolnej przychodni, na miejscu i od ręki ma robione wszystkie badania, łącznie z badaniem krwi, moczu, RTG, USG, i wszystko co potrzebne! Od razu ma postawioną diagnozę, od razu, na tej samej wizycie ma wykonane konieczne zabiegi, także operacyjne, dostaje potrzebne leki na miejscu i na wynos. Wszystko w jednym miejscu, uprzejmie i z uśmiechem.
Dlaczego tak jest? Prosta sprawa, gdyż za taką kompleksową i błyskawiczną usługę, my od ręki płacimy rachunek – i wszyscy są zadowoleni, nikt się nie buntuje, nikt nie żąda, aby powoływać jakieś „ministerstwo zdrowia zwierząt” i jakiś „Narodowy Fundusz Zdrowia Zwierząt” po to, aby nasze pieski były leczone ZA DARMO! Pytam więc dlaczego naszym psom i kotom, a także papużkom i świnkom morskim, chomikom itp. potrafiliśmy zbudować sensowny system ochrony zdrowia, a sobie nie potrafimy?

piątek, 23 września 2016

Po co nam demokracja?



Po co nam demokracja?
Mówiąc w ogromnym uproszczeniu, najczęściej w praktyce realizowane koncepcje państwa można scharakteryzować dwoma terminami: „państwo liberalne”. „państwo autorytarne”.  (Dlaczego w tym zestawieniu nie ma terminu „państwo demokratyczne” – o tym za chwilę).
Państwo liberalne uznaje wolność jako najważniejszą wartość. Wolność ma być obecna w życiu społecznym, politycznym, gospodarczym, religijnym obyczajowym, rodzinnym i każdym innym. Oczywiście wolność nie może być absolutna jest zawsze ograniczana przepisami prawa Tylko to, „co nie jest zabronione – jest dozwolone” . Zabronione jest zazwyczaj to, co krzywdzi innych ludzi lub niekorzystnie wpływa na wspólne wartości i interesy spajające daną zbiorowość. Wolność tak rozumiana implikuje kilka innych zasad. Najważniejsza z nich, to odpowiedzialność. Obywatele muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za własne życie, za swój rozwój za rodzinę, zasobność materialną, zdrowie, wykształcenie, wychowanie dzieci, itd. Jakość  życia obywatela w takich państwach zależy od jego zdolność, przedsiębiorczości, pracowitości a nie od woli rządzących.
W społeczeństwach wybierających liberalny typ państwowości niektóre sfery życia oczywiście należy widzieć jako dobro wspólne, te sfery powierza się „opiece” państwa. Z nich najważniejsze to obronność i bezpieczeństwo wewnętrzne. Do dobra wspólnego mogą należeć też mogą: infrastruktura, energetyka, oświata, kultura, służba zdrowia. Mogą ale nie muszą. Spokojnie można wyobrazić sobie takie państwowości, w których te dziedziny mogą dobrze funkcjonować poza ingerencją państwa. Wiele państw nie zajmuje się na przykład  sprawami  gospodarczymi, uznając, że będzie taniej i efektywniej jeśli pomiędzy obywatelem  - usługobiorcą a obywatelem  - usługodawcą nie będzie urzędnika, który wszystko będzie reglamentował i kontrolował. Urzędnik tak naprawdę niczego nie wytwarza ale za to bardzo wiele kosztuje. Trzeba go utrzymać z zasobów tych, którzy dobra wytwarzają a jego decyzje zawsze obarczone będą dużym ryzykiem błędu lub dyktowane jego prywatnym interesem.
Są i wady ustrojów liberalnych - znamy je z historii. Główną z ich to tworzące się nieuchronnie nierówności, Społeczeństwo dość szybko dzieli się na bogatych i biednych, silnych i słabych. Nowoczesne państwa liberalne mimo że akceptuję nierówności , tworzą mechanizmy aby te  nierówności nie były zbyt drastyczne. Te mechanizmy, to zapisane w prawie zasady transferu dóbr do osób (rodzin) słabych i niewydolnych. Tworzony jest cały system zapomóg, zasiłków i dopłat. W ten sposób powstają  tzw. „państwa opiekuńcze”, których ambicją jest „zrównoważony rozwój”, według ogólnej zasady „każdy obywatel ma prawo do godnego życia”.  Ale im większy transfer socjalny, tym większy interwencjonizm państwa w gospodarkę. Takie państwo potrzebuje coraz więcej środków aby zaspokajać żądania socjalne biedniejszych grup. Jest to jeden ze sposobów na tworzenie się ustrojów socjalistycznych. Socjalizm aby być efektywne musi zbudować silne państwo, zdolne do  skutecznego egzekwowania podatków od grup bardziej zaradnych.
Widzimy więc, że państwo z założenia liberalne może „dzięki” zasadzie solidaryzmu społecznego może powoli przeradzać się w państwo socjalistyczne. Prawie wszystkie tzw. państwa zachodnie przeszły lub przechodzą tego rodzaju transformację. Można to zaakceptować i z tego się cieszyć, ale trzeba się także liczyć z tym, że im większy transfer socjalny, tym mniej pozostaje na inwestycje,  tym wolniejszy jest rozwój i tym większe niebezpieczeństwo zapaści gospodarczej. Państwo, które nadmiernie ingeruje w życie codzienność obywateli  z zasady jest kosztowne, ociężałe i niewydolne.
Państwa autorytarne w swojej czystej postaci zbudowane jest na zasadzie piramidy. Na samym szczycie władca, od którego woli wszystko zależy, niżej - podlegli mu i całkowicie posłuszni  akolici, jeszcze niżej wyznawcy, utwierdzeni w przekonaniu, że tylko przywódca obdarzony ponadnormalnymi zdolnościami jest w stanie wszystko rozumieć i jako ten najmądrzejszy wie wszystko, ma plan i może jako jedyny rozwiązać wszystkie nasze problemy. Na samym dnie reszta poddanych, zmuszanych najczęściej do poddaństwa i posłuszeństwa. Warunkiem powodzenia poczynań władcy jest wiara, posłuszeństwo i brak wątpliwości w słuszność jego idei i poglądów. Nie są ważne szczegóły, np. jaki tytuł oficjalnie taki władca przyjmie: Cesarz, Król, Sekretarz Generalny, Generalisimus, Wódz Naczelny, Ojciec Narodu czy Prezes, ważne jest to, że tego typu władza wymaga ścisłej kontroli obywateli, bo tylko ścisła kontrola (inwigilacja) umożliwi wyłonienie przeciwników, których następnie należy szybko ujawnić, wskazać, napiętnować. Nawiasem mówiąc tego typu władzy wrogowie są bardzo potrzebni, wręcz niezbędni. Na wrogów zawsze można zrzucić wszystkie nieszczęścia i  niepowodzenia, istnienie wrogów i konieczność walki z nimi bardzo dobrze tłumaczy konieczność ograniczania swobód obywatelskich i rezygnację z części dóbr. Wróg rzeczywisty lub urojony spala społeczeństwo z władzą, gdyż tylko władza ma moc aby ewentualnie przed wrogiem nas obronić i może kiedyś wroga pokona. Obywatele stale kontrolowani i poddawani rożnym zabiegom socjotechnicznym w końcu będą ulegli, część z nich dlatego że władzy uwierzy, cześć ze strachu.
Władza autorytarna może istnieć w wielu odmianach różniących się pozycją wodza, uprawnieniami akolitów, stopniem podporządkowania sobie społeczeństwa i siłą stosowanych represji. Rożna może być także zasada podziału dóbr. Najpowszechniejsza jest taka, że im kto jest wyżej w hierarchii tym więcej mu się należy. Nawet jeśli w założeniach władza wprowadzi zasadę, że wszyscy mają otrzymywać mniej więcej po równo, to w praktyce i tak ci najsilniejsi zawsze wezmą sobie najwięcej. Nierówności i w tym modelu władzy stają się nieuchronne. Z tą różnicą, że bogactwo w ustrojach liberalnych jest związane z wytwarzaniem a w ustrojach autorytarnych z zajmowaną pozycją w hierarchii władzy.
Co z tą demokracją? Otóż demokracja nie jest niezbędna do sprawowania władzy. Demokracja, to ewentualnie tylko sposób na wyłanianie władzy i jej okresową ocenę i weryfikację. Lud nie pełni władzy w żadnym z ustrojów. Władzę pełnią albo przedstawiciele ludu (przez nich wyłaniani) albo uzurpatorzy, którzy władzę biorą sobie sami. Demokracja w nowoczesnych ustrojach umożliwia kadencyjność władzy i jej zmianę przy wyborach. Demokracja jednak nie zapewnia raz na zawsze jednego modelu władzy. W wyniku demokratycznych wyborów może pojawić równie dobrze władza o charakterze liberalnym jak i autorytarnym. Zresztą tę cykliczność preferencji wyborczych można zaobserwować w wielu krajach. Liberalizm gospodarczy zwykle sprzyja rozwojowi, gdy on obowiązuje zazwyczaj wszyscy mają się coraz lepiej, z tym że w końcu jedni (mniejszość) maja zdecydowanie więcej niż reszta i to przestaje się większości podobać. Pojawiają się tendencje do formułowania coraz radykalniejszych żądań socjalnych lub zmian ustrojowych gwarantujących większą „sprawiedliwość” w podziale dóbr. W końcu pojawia się alternatywa w postaci ugrupowań oferujących społeczeństwu większą równość i sprawiedliwość, lepszą opiekę socjalną i w ogóle większy dobrobyt. W konsekwencji następne wybory są okazją do przekazania władzy właśnie tym populistycznym ugrupowaniom. I co one robią? One, aby wywiązać się ze swoich obietnic musza wprowadzić model autorytarny, ze wszystkimi jego konsekwencjami. Inaczej się nie da. Ich rządy w końcu doprowadzają do zapaści gospodarczej, i wtedy rządzący mają do wyboru albo poddać się weryfikacji w demokratycznych wyborach stracić władzę, albo wprowadzić ostrzejszą formę autorytaryzmu w formie pełnej dyktatury. Wtedy o demokracji i demokratycznych wyborach można już zapomnieć.
Wnioski są takie:
·         Demokracji nie zagrażają państwa liberalne, gdyż te bez demokracji nie mogłyby istnieć. Demokracji zagrażają ustroje z tendencją do autorytaryzmu. Dla nich demokracja jest stałym zagrożeniem i jako taka w sposób naturalny będzie w trakcie ich rządów ograniczana i likwidowana.
·         Demokracja nie jest więc wartością stałą i niezmienną w żadnym kraju. Demokracja jest elementem życia społecznego i politycznego, który został wywalczony przez naszych przodków i który, jako zasadę odziedziczyliśmy. Od nas zależy czy będziemy dobrodziejstwo demokracji szanować i chronić, czy pozwolimy aby nam je odebrano.
·         Musimy więc jako obywatele zrozumieć w końcu, że naprawdę od nas zależy nie tylko kto i według jakiego modelu będzie nami rządził, ale też to czy zasada demokracji będzie w ogóle nadal obowiązywać. Zawsze będzie takie niebezpieczeństwo, że  poprzez nasze nieprzemyślane, lekkomyślne wybory pozbędziemy się dziedzictwa demokracji i oddamy siebie i nasze dzieci na pastwę dyktatorów i tyranów. Pamiętajmy też, że dyktatorzy zwykle sami władzy nie oddają. Prawie zawsze aby obalić dyktatora potrzebny jest „rozlew krwi”.  Zastanówmy się czy tego chcemy.

piątek, 16 września 2016

Skąd te podziały, dlaczego jesteśmy tak różni?



Skąd te podziały, dlaczego jesteśmy tak różni?

Polacy są podzieleni, to fakt i wszyscy boleśnie to odczuwamy. Dziwimy się (i my i oni) jak to jest możliwe, że (oni) mają takie poglądy? Jak to możliwe, że (oni) nie dostrzegają naszych racji? Jak to możliwe, że to co dla nas oczywiste, dla nich jest całkowicie niezrozumiałe? Dlaczego to, co dla nas jest ważne, dla nich nic nie jest warte? Dlaczego nie widzą zagrożeń tam gdzie one są, a widzą je w zjawiskach zupełnie nieistotnych? Najprościej jest wytłumaczyć sobie tę społeczną dychotomię, brakiem (ich) rozumu, (ich) podatnością na manipulację, w końcu (ich) złą wolą.
Jednak prawdziwych przyczyn tego podziału upatruję w trzech zjawiskach. Po pierwsze, to specyfika naszego myślenia wynikająca z zupełnie naturalnych cech naszych mózgów. Już wyjaśniam.
Jak wiadomo mózg ludzki, to piętrowo ułożony system kolejnych warstw dziedziczonych po ewolucyjnych przodkach. W warstwach tych możemy zidentyfikować ślady systemów nerwowych począwszy od form najprymitywniejszych, poprzez gady, ssaki aż do człowieka. Mózg ludzki jest więc siedliskiem różnych zwierzęcych i ludzkich cech  odpowiedzialnych za określone modele zachowań. Naukowcy badający te cechy powiązali konkretne zachowania z różnymi strukturami i opisali np. mózg  „gadzi”, który jest źródłem dążeń do określania przestrzeni życiowej, obrony terytorium, stereotypowych automatycznych reakcji. Cechy te przejawiają się w poddańczych konformistycznych zachowaniach, rutynowym podejściu do wykonywania podstawowych życiowych czynności, w codziennych rytuałach, automatycznych  nieuświadomionych działaniach a także w tendencji do podporządkowania się normom społecznym, w ceremonialnych reakcjach na określone sytuacje życiowe a także przesądach i wszelkiego rodzaju zachowaniach maskujących rzeczywiste zamiary.
 „Mózg ssaków” ukształtował układ limbiczny, który jest ośrodkiem naszego istnienia w sferze emocji. Naukowcy wyodrębnili poszczególne jego obszary odpowiedzialne za różne stany emocjonalne, uczucia, popędy, pożądania, złość, uniesienie, przygnębienie, przyjemność. Układ limbiczny jest regulatorem zachowań w których emocje odgrywają ważną rolę. Dzięki procesom pobudzania lub hamowania emocje dominują w naszych zachowaniach lub są neutralizowane.
„Mózg ludzki” jest odpowiedzialny za tzw. „typowo ludzkie cechy” z których najważniejsze to świadomość, kreatywność, empatia. Ta część mózgu, to kraina myślenia abstrakcyjnego, analizy, syntezy i wyobraźni. Umiemy przewidywać potrzeb innych ludzi jak również nasze własne, planujemy i metodycznie realizujemy nasze zamierzenia.
Natura stworzyła człowieka jako istotę, która jednocześnie jest zdolna do okrucieństwa i agresji do czynów, które można porównać do wzajemnego „pożerania się” ale też do zachowań przepojonych czystą miłością, do niczym nie nagradzanego altruizmu. „Altruizm jest przeznaczeniem ludzi i ich wybawieniem ale jak dotąd wszelkie próby altruistycznego życia człowieka były niweczone przez niekontrolowane, nieświadome przebłyski jego własnej gadzio - ssaczej jaźni”.
W konsekwencji można wyodrębnić dwa modele funkcjonowania ludzkiego umysłu: „Umysł „psychostatyczny”, który postrzega wszelką zmianę jako zagrożenie. Odrzuca nieznane i unika nieoznaczoności - braku możliwości kategoryzowania lub odniesienia określonych stanów rzeczy według dotychczasowego rozumienia. Ten umysł wierzy, że przeszłość określa przyszłość,  dostrzega świat w układzie skrajnie kontrastowych zjawisk, (czarne- białe), ciągle poszukuje pewnych odniesień i logicznego uzasadnienia dla własnego istnienia. Jest motywowany strachem, opiera się innowacjom i nowym sposobom myślenia”.
Przeciwieństwem tego typu umysłowości jest „umysł „psychokinetyczny”, który dostrzega, rozpoznaje, analizuje ciągle zmieniającą się naturę różnych zjawisk i tę zmianę uznaje za przejaw podstawowego, niezmiennego fundamentu otaczającej rzeczywistości. Taki umysł dostrzega w chaosie - kreację, odkrywa, że przyszłość określana jest przez teraźniejszość wychodzi bez obawy na przeciw nieznanemu. Posiada zdolność własnej krytycznej samooceny. Umysł psychokinetyczny widzi zmianę jako obietnicę czegoś lepszego”.
Nie trudno się domyśleć, który rodzaj myślenia jest przez stulecia rozwoju ludzkich społeczności promowany przez „elity” sprawujące władzę. Oczywiści osoby obdarzone umysłowością „psychostatyczną” lepiej czują się i są lepiej widziane przez władze o naturze konserwatywnej i autorytarnej. Takimi ludźmi zdecydowanie łatwiej sterować, tacy są zwykle posłuszni i ulegli a w razie konieczności są zawsze skłonni ujawnić swe „gadzie” cechy w celu obrony jakiegoś status quo.
Osoby „psychokinetyczne” dobrze czują się w warunkach wolnościowych i ustrojach liberalnych, ale dla sprawujących władzę także stanowią zagrożenie, gdyż ciągle poszukują nowości i kreują zmianę. Każda władza prędzej czy później staje się konserwatywną i dążenie do zmiany przestaje jej się podobać. Dlatego też utrzymywanie (promowanie) myślenia psychostatycznego jest dla niej ważnym strategicznym celem. Temu służy prowadzenie tzw. polityki historycznej, promowanie tradycyjnego patriotyzmu, kultywowanie odpowiednich wierzeń, itp. Najważniejszymi narzędziami służącymi realizacji tego celu są oczywiście szkoła, media i kościół.
Władze doskonale rozumieją (wyczuwają) cechy naszych gadzio-ssaczych mózgów i atakują je starannie dobranymi i bez końca powtarzanymi emocjonalnie nasyconymi bodźcami w postaci słów i obrazów. Pobudzają wzorce zachowań poprzez patriotyczne i terytorialne odwołania, podkreślając konieczność podporządkowania się, a lojalność podnosząc do rangi najwyższej cnoty. Ten sposób działania władzy jest absolutnie skuteczny w przypadku umysłowości „psychostatycznej”, (w skrajnych przypadkach bardzo efektywnie tłumi wyższe „ludzkie” funkcje umysłu).
Metoda stosowana przez władzę jest zawsze taka sama. Najpierw przygotowuje się problem, najlepiej w postaci zagrożenia, potem czeka się na emocjonalną reakcję a następnie proponuje się właściwie dobrane konkretne rozwiązania, które pozornie realizują potrzeby zwolenników władzy a, w rzeczywistości prawdziwe cele rządzących utrzymywane są zwykle w ukryciu. Luka informacyjna o prawdziwych intencjach zostaje zastąpiona dezinformacją, pomieszaniem faktów i zwykłymi kłamstwami.
Społeczeństwo „psychostatyków” mimo, że jest manipulowane i dezinformowane dobrze się z tym czuje, gdyż przekaz jest zwykle spójny i dobrze wpasowany w potrzeby jego umysłowości.

Drugie zjawisko mogące wyjaśnić podziały w naszym  społeczeństwie wynika z neurofizjologicznych mechanizmów  określających tzw. profil dominujący naszej umysłowości.


Najkrócej mówiąc nasze mózgi działają korzystając z dwóch sieci neuronalnych: dywergentnej i konwergentnej. Sieć dywergentna jest związana z prawą półkola mózgu nazwaną „gestald”. Prawa półkola dostrzega zjawiska w całości lub koncentruje się na największej części, informacje przetwarza od ogółu do szczegółu, odpowiada za rozumienie języka, dialekt, odbiera informacje w sposób bierny, bez oceniania, jest ukierunkowania na teraz. Szuka podobieństw, dobrze orientuje się  w przestrzeni, w dostrzeganiu ruchu. Odpowiada za poczucie rytmu, słuch muzyczny, wyczucie koloru i relacje przestrzenne. Od niej zależą zdolności artystyczne, spontaniczność, płynność, zdolność do improwizacji a także wrażliwość, empatia, emocjonalność, intuicja.
Lewa półkola „logiczna” odpowiada za  funkcje analityczne, jest nastawiana na dostrzeganie fragmentów. Informacje przetwarza od szczegółu do ogółu, charakteryzuje się myśleniem przyczynowym, jest nastawiona na komunikację werbalną, wyczulona na różnice, implikuje działania wyuczone. Jest wrażliwa na poczucie czasu, odpowiada za stawianie celów, planowanie, dotrzymywanie termonów. Dla niej charakterystyczna jest komunikacja werbalna, pismo, litery, ortografia, liczby, porządkowanie informacji, przetwarzanie, analiza, logika, rozumienie sytuacji, wyciąganie wniosków, uczenie się, internalizacja , kontrola emocji. Jest wyraźnie ukierunkowana na przyszłość.
Konsekwencją tak ukształtowanych cech naszych mózgów są dwa główne typy myślenia: Myślenie konwergentne (lewopółkulowe) skupione, analityczne, szczegółowe i myślenie dywergentne (prawopółkulowe) spontaniczne, wolne i wyobrażeniowe. Oba typy myślenia występują w wielu odmianach, są modelowane przez doświadczenia, wychowanie, wykształcenie, przyswojone informacje, wyćwiczone umiejętności i wiele innych czynników zewnętrznych (środowiskowych) i wewnętrznych pochodzących z biologicznych procesów  zachodzących w naszych organizmach.  Oba typy myślenia determinują bardzo radykalnie naszą osobowość premiują nas w jednych dziedzinach i upośledzają w innych. Doświadczenie uczy, że ograniczenia obu umysłowości ujawniają się w sposób szczególnie wyraźny w sytuacji stresu. W stresie przedstawiciele oby typów umysłowości „odcinają się” od tej drugiej, niedominującej półkuli i są skazani wyłącznie na korzystanie z jednej. Ten stan jest niestety dość powszechny, określony jest stanem „homolateralnym”. Jedni z nas myślą i działają w sposób spontaniczny i emocjonalny ale nielogiczny , a ci drudzy w sposób sztywny, automatyczny, nawykowy, zupełnie pozbawiony kreatywności i polotu.
Ale są wśród nas osoby, które mają zdolność do ciągłego i nieograniczonego korzystanie jednocześnie z obu półkul mózgowych i z oby sieci neuronalnych nawet w głębokim stresie. Ten typ myślenia nazywamy synwergentnym. Tacy ludzie są jednocześnie kreatywni i systematyczni, logiczni i wrażliwi, Przyswajają i właściwie analizują wszystkie informacje, wyciągają właściwe wnioski, planują i są konsekwentni w realizacji swych planów. Tacy są odporni na manipulację, nie dają się łatwo zwieść, mają potrzebę samodzielnego dochodzenia do prawdy. Przekonania budują na sprawdzonych faktach.
Czy władza lubi takich ludzi? Mądra władza tak, jest skłonna wręcz się takimi otaczać. Powierza im najbardziej odpowiedzialne funkcje i stanowiska, gdyż tacy gwarantują jednocześnie racjonalne działanie i kreatywną pomysłowość. Natomiast władza autorytarna takich ludzi nie ceni, gdyż ci są słabo sterowalni nie reagują właściwie na  nakazy i zakazy, nie są dobrymi bezrefleksyjnymi wykonawcami poleceń. Zawsze kontestują, „mądrzą się” i wymyślają coś nowego, co burzy spokój rządzącym. Władza woli osoby, które rzeczywistość postrzegają jako groźny chaos i które od władzy będą oczekiwały jasnych prawd do uwierzenia i prostych nakazów do wykonania.

Trzecie zjawisko które nas skutecznie różnicuje, to sposób kształtowania się tzw. postaw społecznych, które są celem i istotą każdego wychowania.
            Postawa, to jednocześnie zdolność do oceny jakiegoś zjawiska, adekwatnego emocjonalnego na nie reagowania i odpowiedniego zachowania w jego obrębie. Wychowanie jest niczym innym jak ciągłym „urabianiem” postaw wychowanków wobec wszystkich możliwych zjawisk społecznych, politycznych i ideowych. Postawa w założeniach ma być pozytywna wobec zjawisk społecznie słusznych i negatywna wobec zjawisk społecznie niesłusznych.
Źródłem omawianych podziałów są trzy sposoby używane do modelowania postaw przez tzw. „środowisko wychowujące”. Jednym ze sposobów powszechnie używanych przez wychowawców jest całkowite podporządkowanie sobie wychowanka poprzez nagminne stosowanie nagród i kar. Człowiek  ukształtowany w ten sposób zawsze będzie poszukiwał wokół siebie autorytetu, od którego będzie oczekiwał jasnych zadań do wykonania i konkretnej nagrody za ich wykonanie. Jednocześnie będzie się godził na każdą karę jeśli nie zadowoli swego władcy. W innych relacjach pozbawionych władcy, taki człowiek nie będzie zdolny do żadnego działania. Władza autorytarna w przypadku takich ludzi jest jedyną możliwą.
            Inny często stosowany sposób na wychowanie, to związanie ze sobą wychowana na zasadzie „mistrz” jako wzór do naśladowania i „uczeń”, który kiedyś ma być taki jak mistrz, ma być jego kopią. Uczeń ma się uzależnić od mistrza, mają ich połączyć możliwie silne związki emocjonalne. Mistrz ma być wyrocznią we wszystkim. Co mistrz powie jest święte, z mistrzem się nie dyskutuje. Mistrz zawsze wie najlepiej co dobre dla ucznia. Uczeń akceptuje wszystko, co pochodzi od mistrza. Uczeń chce być kiedyś taki jak mistrz ale zwykle wie,  że nigdy takiej doskonałości nie osiągnie. Nie trudno się domyślić jaki rodzaj ustroju tak ukształtowany człowiek będzie preferował. Oczywiście autorytarny, ale zgodny z prawdami i zasadami wpojonymi przez owego mistrza, guru, przewodnika duchowego, itp.
            Widoczną cechą powyższych modeli wychowania jest założenie, że doskonałość człowiek może osiągnąć jedynie poprzez oddziaływanie wychowawców. W tych modelach nie ma miejsca na autokreację, na indywidualny rozwój. Wychowawca jak rzeźbiarz lepi doskonały w jego mniemaniu kształt i takie dzieło ma już być niezmienne.
            Oczywiście są i inne modele wychowania, które opierają się na zasadzie, że doskonałego człowieka nigdy nie uda się osiągnąć w procesie wychowania. Ewentualną doskonałość każdy z wychowanków może osiągnąć jedynie poprzez autokreację, samodoskonalenie, samowychowanie. W tych modelach wychowawca w pewnym momencie musi usunąć się w cień i pozostawić wychowanka samemu sobie. Wychowanek powinien przejąć z rąk wychowawcy pełną odpowiedzialność za swe losy i być w pełni kreatorem swego dalszego życia.
 Osoby, których postawy były kształtowane w taki sposób nie potrzebują ani państwa opiekuńczego, ani precyzyjnie określonych regulatorów zachowań, sami doskonale wiedzą co jest dla nich dobre a co nie. Nie potrzebują żadnych prawd do wierzenia, sami określają swoje cele i życiowe drogi, są też tolerancyjni i elastyczni.
Popatrzmy na siebie, spróbujmy określić rys swojej umysłowości, zidentyfikujmy model wychowania, któremu podlegaliśmy a nie będziemy mieć kłopotu ze zrozumieniem także swoich preferencji politycznych, gdyż te wynikają wprost z naszych umysłowych i osobowościowych cech.
           
           
Lublin 14.06.2016 r.